Kończy się proces opróżniania Jeziora Pilchowickiego przed remontem tamtejszej zapory. Wody w zbiorniku jest już bardzo niewiele, przyspiesza więc akcja odławiania ryb. Prowadzi ją Tauron pod nadzorem Polskich Wód. I robi to skutecznie oraz z poszanowaniem przyrody, wbrew pojawiającym się w internecie informacjom o niekompetencji firmy i wymieraniu ryb.
Tauron – po tym jak pojawiły się nierzetelne informacje – szczegółowo omówił cały proces odłowu. Firma przyznaje, że bez strat się nie obejdzie, ale to nieuniknione przy skali przedsięwzięcia i liczonej w tysiącach ton populacji ryb żyjących w zbiorniku.
– Na początku opróżniania zbiornika ryby spływały swobodnie wraz z wodą w dół rzeki, co zostało potwierdzone monitoringiem na rzece poniżej zapory. Spuszczaliśmy wodę bardzo wolno, aby maksymalnie ułatwić ten proces. Znaczną część ryb udało się w ten sposób uratować. Po obniżeniu lustra wody rozpoczęliśmy i kontynuujemy odłowianie ryb. Proces rozpoczęto na sygnał ichtiologów. Odłowy będą trwały do ostatnich litrów wody w zbiorniku – informuje Tauron i zapewnia, że wszystkie działania prowadzone są pod nadzorem ichtiologów, a brzegi zbiornika są patrolowane przez przedstawicieli Społecznej Straży Rybackiej oraz Polskiego Związku Wędkarskiego.
Odłów prowadzony jest do sieci, których 600 metrów zostało rozłożonych przed zaporą, w dwóch lokalizacjach, a po analizie ich zawartości zadecydowano o ich rozłożeniu w innych miejscach. W tej lokalizacji ryb było zdecydowanie mniej niż się spodziewano. Od wczoraj (19 czerwca) rozłożono kolejne 400 metrów sieci, a od czwartku rozpoczęto natlenianie wody przed zaporą. Do tej pory nie stwierdzono zastoisk z rybami. Prace będą prowadzone do momentu całkowitego opróżnienia zbiornika.
Tauron przyznaje, że przy tak dużej ingerencji w środowisko nie da się uratować każdej płotki i leszcza…
– Z całą pewnością pojawią się śnięte ryby. Robimy wszystko, aby było ich jak najmniej, ale niestety będą. Cokolwiek napiszą „internetowi hejterzy – znawcy tematów wszelakich” – prawda jest taka, że nie ma sposobu, aby spuszczenie wody ze zbiornika na taką skalę przeprowadzić bez strat. Śnięte ryby będą utylizowane na bieżąco. Dodatkowo widok na zbiorniku i na rzece może być – oględnie mówiąc – lekko przerażający. Wody jest coraz mniej, coraz bardziej będą widoczne namuły, które wpłyną na jakość spuszczanej wody. Nie ma co ukrywać, będzie słabo! I teraz najważniejsze – zmiany, które będziecie obserwować są czasowe i całkowicie odwracalne. Tym bardziej, że pomożemy przyrodzie chociażby przeprowadzając proces zarybiania zbiornika – przekazuje Tauron.
Reaguje w ten sposób na wysyp internetowych informacji ze zdjęciami, na których widać śnięte ryby i oskarżeniami o sprokurowanie katastrofy ekologicznej, oraz rosnąca w reakcji na takie wiadomości falę hejtu. W komentarzach pod filmikiem z łódką, z której ichtiolodzy badaja sytuację stwierdzeń typu „Pokazać ryje tych skur…” ; „Jebane dzbany. Nie wiem czemu ale spodziewałem się że tak właśnie będzie…”; Jeb… dzbany. Nie wiem czemu ale spodziewałem się że tak właśnie będzie”; „Wyp… ich do wody…” są dziesiątki.
Skąd jednak wiadomo, że to nie „obrońcy” ryb maja rację i czy Tauron nie lukruje realiów?
Warto chyba zdać się na opinię wędkarzy z Koła Grodzkie PZW, którzy (po zbadaniu sytuacji na miejscu) ocenili sytuacje na Pilchowicach.
– Miałem dziś okazję obserwować cały proces i, co ciekawe, ryby wypuszczane do nowych zbiorników są w całkiem dobrej kondycji. Z całego transportu padł dosłownie jeden leszcz. Kilka, może kilkanaście ryb padło jeszcze przed załadunkiem, przy odłowie około 400 kg ryb. Potwierdzone są również informacje, że część ryb zeszła sztolnią w dół rzeki. Obawiano się, że nie będzie to możliwe ze względu na kratę zabezpieczającą wlot do sztolni o oczkach 14 × 14 cm. Okazuje się jednak, że na odcinku rzeki w kierunku Wlenia obserwowane są ryby pochodzące z Pilchowic. To oczywiście dobra wiadomość, jednak znając realia i mając doświadczenia ze spuszczania Jeziora Czocha, padłe ryby mogą pojawić się za kilka dni. Wszystko zależy od szybkości działania i niestety, niesprzyjającej aury. Odłowy będą trwały przez weekend i w przyszłym tygodniu. Zwiększona zostanie ilosć łodzi rybackich, a transport ryb będzie prowadzony na bieżąco.
Internet zalany jest obecnie falą dezinformacji. Trochę celowo dla podbicia zasięgów, a przeważnie z powodu zwykłej niewiedzy. Wczoraj po publikacji filmu przez jednego z jeleniogórskich “influencerów” wędkarskich, nastąpił potężny wysyp hejtu. Do tego stopnia, że widoczna na filmie łódź z ichtiologami badającymi zawartość ustawionych sieci, potraktowana została jak łódź kłusownicza. Jacyś nadgorliwcy zamiast doczytać, zaczęli zawiadamiać policję. Jak nam tłumaczyła na miejscu sympatyczna pani policjantka z lwóweckiej komendy – takie zgłoszenia dostają regularnie, muszą na nie reagować, przyjeżdżają, marnują czas i paliwo, a zgłaszający często znajduje się wiele kilometrów od miejsca zdarzenia. Można się śmiać z głupoty internetowych “strażników”, ale ten patrol mógł być w tym czasie potrzebny zupełnie gdzie indziej – napisał na stronie internetowej PZW Grodzka .
Wędkarze z koła obiecuja, że, będą przygotowywać kolejne relacje oparte na rzetelnych, a nie tylko oficjalnych danych, bez zbędnego “wygładzania” tematu, ale też bez nakręcania niepotrzebnych emocji.
Fot. Tauron
Więcej na ten temat w publikacjach, do których odnośniki znajdują się poniżej oraz Nowinach Jeleniogórskich z 24 czerwca 2026 (Nr 8/2026).

