Dyplomowana biegła księgowa, biegły rewident, główna księgowa w Jeleniogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przez 31 lat. Mama dwóch córek, babcia czworga wnucząt i jednej prawnuczki Zuźki, którą kochała nad wszystko. Władysława Grecz odeszła po krótkiej gwałtownej chorobie 4 października 2016 roku.

Władysława Grecz objęła stanowisko głównej księgowej w Jeleniogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w maju 1984 roku. Z ruchem spółdzielczym związana była już wcześniej, od 1976 roku kierując finansami jako główna księgowa w Wojewódzkim Związku Spółdzielni Mieszkaniowej w Pile.

Przeprowadzka do Jeleniej Góry była ważnym momentem w życiu zawodowym i prywatnym pani Władysławy. Jako biegły rewident kontrolowała finanse JSM. To wtedy ówczesny prezes JSM, Jerzy Bartz zaproponował jej pracę. Nigdy nie żałowała, że powiedziała „tak”. Po roku zadłużoną JSM wyprowadziła na prostą. Rządziła finansami spółdzielni żelazną ręką – wspomina główną księgową Grażyna Tęcza z JSM.

W jeleniogórskiej spółdzielni Władysława Grecz przez 11 lat pełniła funkcję członka Zarządu, a od grudnia 1996 roku przez 18 lat była zastępcą Prezesa Zarządu JSM.

„Nie zdarzyło się, abym obawiała się stojących przede mną zadań. Trzeba się ciągle kształcić, zdobywać branżowe uprawnienia i iść z duchem czasu – wypowiadała się niegdyś Władysława Grecz na łamach „Nowin Jeleniogórskich”. W pracy zawodowej twardo broniła swoich racji. O sobie mawiała, że rządząc finansami jest nieustępliwa.

Teresa Krasuska, przewodnicząca Rady Nadzorczej JSM mówi wprost:

– Wyjątkowy fachowiec. W gronie księgowych spółdzielni mieszkaniowych była bardzo ceniona. Dokładna, sumienna. Wymagająca jako przełożona. I pomocna w rozwiązywaniu problemów. Starała się zrozumieć położenie zadłużonych w spółdzielni osób i znaleźć rozwiązanie polubowne.

Współpracownicy i księgowe z Dolnego Śląska, które Władysława Grecz szkoliła przez lata, wspominając jej osobę, zgodnie na pierwszym miejscu stawiają pracowitość i niezwykłe kompetencje zawodowe.

Stefania Jankowska, emerytowana księgowa z Lubina, opowiadając o pani Władysławie, podkreśla bezinteresowną pomoc nie tylko w sprawach zawodowych.

– Mogłam liczyć na porady finansowe i osobiste. Proszę podkreślić takie oblicze pani Władysławy – prosiła w rozmowie telefonicznej. Poznała Władysławę Grecz jeszcze w połowie lat 80. XX wieku. Zapamiętała ją jako osobę bardzo życzliwą, koleżeńską:

– Wokół Władysławy Grecz zawsze gromadziły się księgowe, prosząc o interpretację nowych przepisów prawnych, które często nie pasowały do spółdzielczości. Pani Władysława nigdy nikogo nie zbywała. Jeśli nie znała odpowiedzi, prosiła o czas na rozwiązanie problemu. Nigdy nie zawodziła.

Stefania Jankowska podkreśla nie tylko zawodowe, ale i życiowe doświadczenie Władysławy Grecz. Miała do niej zaufanie.

– Pocieszała, kiedy trzeba. Ale i zganiła. Pamiętam, jak miałam ogrom pracy, ale twierdziłam, że nie potrzebuję pomocy, bo dam radę sama. Wtedy pani Władysława zganiła mnie. „To jest pycha, nie przyjmować pomocy”. Tak powiedziała.

Małgorzata Ambicka wspomina jeszcze jedną cechę księgowej JSM:

– Nie tylko była niedościgłym wzorem, jeśli chodzi o wiedzę z zakresu spółdzielczości. Posiadała umiejętność przekazywania wiedzy – pani Małgorzata, rozpoczynając karierę w księgowości, trafiła pod skrzydła Władysławy Grecz – Całą drogę zawodową mnie wspierała, zachęcała do szkoleń, zdobywania wiedzy. Czasem, kiedy byłam zmęczona pracą, myślałam wtedy: „Ona wypiłaby jeszcze jedną kawę i robotę skończyła”. Wierzyć mi się nie chce, że nie ma jej już między nami. Bardzo mi jej brakuje.

Tak Władysławę Grecz wspominają osoby, które znały ją na niwie zawodowej. Podkreślają jej poświęcenie dla pracy w JSM. A jednak córka pani Władysławy, Joanna Skrzypiec zdecydowanie mówi:

– Nieskromnie powiem, mama żyła dla rodziny. Praca była dopiero na drugim miejscu. Spełniała się zawodowo. Ale z nami: córkami, wnukami, prawnuczką była zawsze, w chwilach radosnych, ale przede wszystkim trudnych. Prowadziła nas, doradzała w sprawach zawodowych i osobistych ścieżkach. I co tydzień zapraszała na ciepłą szarlotkę. Nikt nie jest w stanie zapełnić jej miejsca.

Córka Joanna przyznaje, że polemika z mamą, zarówno na polu zawodowym (obie córki również są księgowymi), jak i prywatnym była bardzo trudna:

– W zawodowych sprawach nie dorastałyśmy mamie do pięt. A przy tym bardzo ciepła kobieta. Robiła na drutach, szydełkowała, przygotowywała zaprawy na zimę.

Władysława Grecz była zapalonym działkowcem:

– Do tej pory nie potrafię sprzedać działki – przyznaje córka – Bo tam jest część życia mojej mamy.

Władysława Grecz odeszła za szybko. Z pracą w JSM pożegnała się 8 czerwca 2015 roku. Mocno przeżyła swoje odejście na emeryturę. Miała jeszcze tyle planów. Chciała zrobić prawo jazdy. Planowała kolejne sezony na działce i zabawy z prawnuczką.

– Odwiedzam mamę co tydzień. Nie jemy szarlotki. Ale rozmawiam z nią w tym miejscu ostatecznym. Kończy się pewien rozdział życia, ale cykl spotkań z mamą zostaje.

Władysława Grecz spoczęła na jeleniogórskim cmentarzu.

Małgorzata Potoczak – Pełczyńska

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.