Tradycje rodu Schaffgotschów sięgają czasów średniowiecza. Fortunę tej wielkiej, magnackiej rodziny jej kolejne pokolenia pomnażały przez ponad 500 lat. Należące do Schaffgotschów jeszcze kilkadziesiąt lat temu posiadłości to obszar kilku powiatów.

Do rodziny należało także kilkanaście pałaców, zamków i innych rezydencji. Tym ogromnym majątkiem zarządzało kilka kamer (jest to rodzaj zarządu), a poszukiwanie dokumentów i ukrytego majątku chyba najbogatszej z nich, kamery sobieszowskiej ciągle jeszcze trwa. Szukają jej lub udają, że to robią, Schaffgotschowie, ale szukają jej, przekopując pewien fragment góry wręcz metr po metrze, także liczni polscy eksploratorzy.

Przez kilka ostatnich stuleci była to jedna z najpotężniejszych magnackich rodzin nie tylko Śląska, ale także sporego kawałka północnych Czech. Miała zasadniczy wpływ na życie dziesiątków tysięcy ludzi po obu stronach Karkonoszy i Gór Izerskich, absolutnie dominując gospodarczo na tym rozległym terenie. Dobra były tak rozległe, że członkowie rodziny, nawet z należącego do nich szczytu Śnieżki, nie mogli zobaczyć granic swoich posiadłości. Tym bardziej, że z czasem ród wszedł także w posiadanie spornego kawałka ziemi i zamku w Bawarii. Potęgę Schaffgotschów dobrze i to, że to oni niepodzielnie panowali w Kotlinie Jeleniogórskiej i w okolicznych górach nawet w czasie gdy powstały tu rezydencje pruskich królów i wielkich magnatów z dworem związanych.

Sięgające średniowiecza tradycje tego rodu poświadczają, iż od najdawniejszych już czasów Schoffgotschowie szli śladami ekspansji zakonu joannitów. Ów zakon zawsze zabiegał o wejście w posiadanie i eksploatację tych ziemi, które złotem słynęły. Pragnący złota Schaffgotschowie z doświadczenia i wiedzy joannitów umiejętnie korzystali. To na przestrzeni wieków spowodowało, że w skład ich posiadłości weszła ogromna część złotonośnych terenów dorzecza Kamiennej, Bobru i Kwisy. To właśnie na ich rzecz wydobywano tutaj złoto. A jeszcze około 100 lat temu na terenach należących do rodziny było wyznaczonych kilka tysięcy złotonośnych działek.

Urywali już od 1942 roku

Dziś można się jedynie domyślać, jak wielki musiał być majątek przez te rodzinę zgromadzony. Na jego ślady, na razie, jak się zdaje stosunkowo niewielkie, co jakiś czas natrafiają liczni poszukiwacze. Choć wiedza na ten temat jest bardzo ograniczona, ciągle jeszcze chyba nikt nie trafił na największe schowki rodziny. Ślady takich odkryć trudno bowiem byłoby ukryć. Zaś co do tego, że schowki takie istnieją, nie ma żadnych wątpliwości. I to nie tylko dlatego, że ich dotychczas nie odkryto. Obserwowana bowiem przez wielu powojenna kondycja finansowa rodziny świadczy o tym, że także Schaffgotschowie nie mają, jak dotychczas, dostępu do większości ukrytych dóbr. Przez wiele powojennych lat Schaffgotschowie żyli w Niemczech raczej z pracy rąk i drobnej wytwórczości niż ze zgromadzonego majątku i kapitału. Choć ich materialna kondycja była i jest bardzo daleka od biedy, nie ma ona także jednak nic wspólnego z magnacką wystawnością. Tak więc wszystko wskazuje na to, że wielki magnacki majątek ciągle jeszcze spoczywa w śląskiej ziemi.

A był ukrywany niezwykle starannie, bardzo metodycznie, już od 1942 roku. Przez całe lata Schaffgotschom pomagał w tym dr Günter Grundmann, konserwator sztuki prowincji śląskiej, doskonale Schaffgotschom znany, ich sąsiad z Cieplic. Jeśli pamięta się, że Grundmann był także bliskim współpracownikiem gauleitera Śląska i ulubieńca Hitlera, Karla Hankego, można się zasadnie domyślać, że rodzina była przez całą wojnę doskonale informowana o rzeczywistym przebiegu wydarzeń. Temu chyba należy przypisać rozeznanie, które już w 1942 roku nakazało Schaffgotschom rozpoczęcie ukrywania dóbr. Robiono to spokojnie i konsekwentnie przez trzy lata, tworząc doskonałe kryjówki, zdolne do pomieszczenia setek pak i skrzyń.

Schaffgotschowie mieli z G. Grundmannem wręcz doskonałe stosunki. Współpraca z nim pozwalała na odpowiednią segregację i właściwe zabezpieczenie zbiorów rodzinnych, co wymagało przynajmniej cichego poparcia i zrozumienia śląskiego konserwatora sztuki. To zaś G. Grundman mógł bez trudu zapewnić. W zamian bowiem uzyskał możliwość wykorzystania majątków należących do Schaffgotschów na sporządzenie co najmniej kilkunastu wielkich składnic dzieł sztuki. Ta współpraca była na pewno wzajemnie korzystna, bo gwarantowała Grundmannowi możliwość wykorzystania liczącej kilka wieków wiedzy Schaffgotschów o pradawnych ukryciach, schowkach i tunelach istniejących na terenie ich bardzo rozległych dóbr.

Taki schowek – zapewne ucieczkowy tunel – wykopano dawno temu, w czasach chłopskich buntów, gdy zrewoltowani poddani zablokowali cieplicką siedzibę rodu i chcieli głodem zmusić Schaffgotschów do ustępstw. Tunel ten zaczyna się w pałacowych piwnicach i prowadzi w głąb parku. Choć jest tam na pewno, zbadanie go ciągle stanowi poważny problem. Natomiast brak jest potwierdzenia, by istniało, o czym mówi się „od zawsze”, podziemne przejście łączące pałac z kościołem św. Jana Chrzciciela.

Graziani

W 1944 roku, wobec realnego już i bardzo szybko nadchodzącego zagrożenia, pojawiła się potrzeba przyspieszenia prac i sporządzenia dużych, nowoczesnych ukryć, zdolnych do pomieszczenia najbardziej wartościowych składników rodzinnego majątku. Dlatego zarząd pałacu w Cieplicach, centralnej rezydencji Schaffgotschów, ściągnął jesienią tego roku do Cieplic Włocha – Grazianiego, wybitnego specjalistę od projektowania i wykonywania nowoczesnych, żelbetowych budowli. Praca tego człowieka dla Schaffgotschów świadczy o potędze rodziny. Graziani był bowiem zatrudniony przy budowie podziemnej fabryki w Krzaczynie i oderwanie go od tych strategicznie ważnych zajęć na pewno nie było łatwe. Ale udało się i Graziani dość długo dla Schaffgotschów pracował. Potwierdza to m.in. zachowany rachunek, który został wystawiony za projektowanie i nadzór nad budową jakichś żelbetowych pomieszczeń. Jeśli zważyć, że Graziani miał doświadczenie w prowadzeniu podziemnych robót, można się domyślać, dlaczego był on dla pałacu tak ważny. Wiadomo także, że Graziani kierował robotami, które prowadzono zarówno gdzieś w górach, jak i w rozległych posiadłościach Schaffgotschów. To właśnie, rozroszenie i ukrycia sporządzone daleko od ludzkich siedzib, jak się do dziś okazuje, było gwarancją bezpieczeństwa kryjówek.

Tylko 7 razy

Schaffgotschowie niemal do ostatnich dni wojny utrzymywali bardzo liczne i rozległe kontakty z setkami ludzi i instytucji. Świadczy o tym korespondencja, dobrze ilustrująca ówczesne problemy i sposób myślenia autorów tych listów. Poruszano w nich zarówno sprawy rodzinne, majątkowe, jak i najważniejsze problemy ówczesnego czasu. Tak błahe, jak pogarszające się już w 1942 roku zaopatrzenie najlepszych wiedeńskich restauracji, i tak poważne, jak groźba przegrania wojny. Tej, jak wynika z lektury ponad sześciuset listów, Schaffgotschowie zbyt gorąco nie popierali. Trudno się także dziwić, że stary magnacki ród na większość przedstawicieli nowej, faszystowskiej władzy, wywodzącej się ze społecznych nizin, patrzył z góry, nie szanował jej, a także chyba się jej nie bał. Doskonały wyraz znajduje to we wspomnianych listach, najczęściej pisanych przez seniora rodu, powszechnie zwanego Starym Grafem. Tylko siedem z nich, z ponad sześciuset pochodzących z lat wojny, kończy się bowiem pozdrowieniem Heli Hitler! Jest to zapewne bardzo wymowne „zaniedbanie” i w tamtym czasie było świadectwem braku entuzjazmu rodziny i pałacu dla hitlerowskiego systemu. Jednak dla rodu tak potężnego to zaniedbanie chyba nie stanowiło istotnego zagrożenia.

Rodzina o tak rozległych kontaktach jak Schaffgotschowie, nie obciążona entuzjazmem dla faszyzmu, już od końca 1941 roku zdawała sobie sprawę z tego, że Niemcy nie mogą wygrać wojny z całym światem. Jeśli pałac i Stary Graf miał w tej sprawie jakiekolwiek wątpliwości, musiały one ostatecznie zniknąć już po klęsce stalingradzkiej. Dlatego właśnie wtedy nasiliła się akcja rozśrodkowywania i ukrywania rodzinnych skarbów. W rozeznaniu rzeczywistej sytuacji pomagały rodzinie także bardzo dobre kontakty z członkami najwyższego kierownictwa Wehrmachtu, co pozwoliło przez całą wojnę zachować majątek Schaffgotschów w nienaruszonym stanie, nie obciążony nadmiernymi świadczeniami na rzecz armii.

Współpracowali z AK?

Jeden z polskich historyków, który zajmuje się badaniem działalności Wywiadu Dalekiego Zasięgu Armii Krajowej, odkrył, że w pałacu w Cieplicach Armia Krajowa umieściła swojego rezydenta. Ukryty wśród pałacowej służby miał wręcz idealne warunki do pracy. Sytuacja, która w tamtym czasie panowała w pałacu, właściwie wyklucza, by o istnieniu kogoś powiązanego z polskim podziemiem nie wiedział Reischgraf Schaffgotsch, Stary Graf. Jeśli tak rzeczywiście było, zapewne nie znaczy to, że pałac współpracował z polskim wywiadem. Może jednak oznaczyć i zapewne oznacza co najmniej tolerancję dla działającego rezydenta. Tolerancję, w której mogła się kryć chęć posiadania po wojnie i takiego atutu. Niestety, do dziś nie wiadomo, kto był tym rezydentem. Choć jego nazwisko na pewno jest wśród polskich nazwisk – podpisów na listach uroczystych okazjach. Taki właśnie list z polskimi także podpisami złożono Staremu Grafowi m.in. w dniu 31 stycznia 1942 roku.

Coś już znaleziono

Poszukiwanie skarbów Schaffgotschów, a szczególnie dokumentów i zasobów kamery sobieszowskiej, to jedna z najcichszych, ale i najstarszych tego rodzaju akcji. Prowadzona konsekwentnie i od dziesiątków lat na ogromnym terenie pozwoliła m.in. na stworzenie wielu prywatnych bibliotek i zasobnych, nigdzie nie rejestrowanych, ale bardzo cennych archiwów. Ich właściciele ze zrozumiałych powodów nie szukają rozgłosu i nigdy nie chcą ujawnić tego, co i gdzie znaleziono. Ale troskliwie opiekują się zbiorami, starannie chroniąc często bardzo cenne, stare dokumenty przed roztoczem i grzybami. Niewątpliwym atutem „wyciągnięcia” z ziemi tych zbiorów jest także i to, że w oparciu o te biblioteki i archiwa napisano kilka prac doktorskich. Dzięki nim właśnie ujawniono także placówkę wywiadu AK w cieplickim pałacu…

Za tydzień ciąg dalszy

Tekst i reprodukcja: Marek Chromicz

Archiwum Nowin Jeleniogórskich nr 40, 3..10.2000 r.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Marek Lis

694 792 203

Zgłoś za pomocą formularza.